Słonce chyliło się ku zajściu... Nasz bohater słyszy dziwne odgłosy za obozem... Mały Ork z zaciekawieniem mimo ostrzeżeń i przestróg ojca postanowił zobaczyć, co to... To tak zwani niby sojusznicy Mroczne Elfy uknuli spisek sądząc ze nie potrzebują już sojuszu, bo są silne i potężne postanowiły spalić wioskę Oków... I tak rozpoczęła się ogromna walka... Mały Ork z przerażeniem patrzył jak jego ojciec zmaga się ze zdrajcami... Zerwała się burza... Błyskawice zaczęły rozjaśniać niebo tak, że od czasu do czasu nic nie można było zobaczyć... Nagle przed chłopcem pojawił się jeden z zabójców zamachnął się już sztyletem i miał zabić niewinne dziecko, lecz osłonił go własnym ciałem ojciec... Kazał mu uciekać... Chłopiec posłuchał się go, ale uderzyła go spadająca belka i tak malec stracił przytomność… Wojna się wyciszała a zżerane nienawiścią mroczne Elfy ograbiły wioskę i uciekły... Pewnie nasz bohater by zginął gdyby nie to, że drogą koło wioski przechodził pewien kupiec ze swoją starą żoną… Byli przerażeni widokiem spalonej wioski... Byli to ludzie wielkiego serca wiec, gdy ujrzeli malago orka postanowili mu uratować życie... Uważali, że każdy zasługuje na życie bez względu na rasę… Ponieważ żona kupca była bardzo stara i nie miała własnej nadziei pokochała znalezionego Orka jak własne dziecko... I tak nasz bohater wychowywał się jako jej synem, dorastał wśród ludzi świadomy tego, co było dawniej… Czekając na chwile zemsty