Pawle, owa przedziwna łatwość kopiowania, przerabiania, tłumaczenia (również!) wytworów ludzkiej działalności zapisanej cyfrowo stanowi nową jakość. Moim zdaniem mamy do czynienia z rewolucją o znaczeniu dużo poważniejszym niż rewolucja przemysłowa, która wytworzyła w dzisiejszym sensie słowo "burżuazja", na które się powołujesz. Przede wszystkim - w dziedzinie kultury - wydaje się, że przestanie mieć znaczenie podział na "producenta" - głównego sponsora produkcji w zamian za przyszłe zyski - i "konsumenta" - spłacającego drobnymi kontrybucjami koszt tej produkcji. Pojęcia, którymi się posługujemy - "producent", "konsument", "dystrybucja", czy nawet "egzemplarz" - są po prostu już dzisiaj co raz bardziej nieaktualne. I to nie żaden komunizm czy bolszewizm ale właśnie nieubłagana ręka rynku to zmienia. Niestety, obecny przemysł medialny skupia się głównie na produkcji kiepskiej jakości dóbr kultury jednorazowego użytku, powielając najczęściej sprawdzone wzorce z lat ubiegłych. Bardzo mi przykro, za "Piratów z Karaibów VIII" nie będzie warto zapłacić nawet 5 złotych. I nic mnie obchodzi, że produkcja tego filmu może kosztoać 700 milionów dolarów. Trzecia cześć się zapewne zwróci, siódma - prawie na pewno już nie. Jeżeli więc ktoś postanowił wydać 300 mln dolarów na produkcję chały pt. "Piraci z Karaibów III" mogę mu tylko współczuć. Dla porównania - za pewien polski film dokumentalny z zeszłego roku zapłaciłem ponad pięciokrotnie (2 razy w kinie i 3 raz w postaci egzemplarza DVD) i nie zrobiłem tego po raz szósty tylko dlatego, że warszawski Traffic Club nie miał już więcej egzemplarzy (hint, hint). Wielki przemysł medialny spotka prawdopodobnie taki sam los co przemysł ciężki rodem z dziewiętnastego wieku - ja osobiście nie znajduję ani ekonomicznych, ani technicznych ani kulturowych przesłanego dla utrzymania tego stanu rzeczy. Na szczęście bezrobocie dotknie niewielką część ludzi i jak sądzę władza nie będzie musiała wysyłać czołgów na ulice do walki z bezrobotnymi pseudo-artystami i pseudo-producentami. Trudniej będzie zostać gwiazdką serialu zarabiającą miliony dolarów z dnia na dzień - ale, umówmy się, to jest zawód jak każdy inny. Profesorowi wyższej uczelni jest dużo trudniej dojść do takich pięniedzy, ale nie jest to przecież niemożliwe.